sobota, 13 stycznia 2018

Muzyczne rozkosze #30: The Best Of 2017



Niestety, w ubiegłym roku zabrakło mi czasu na wpisy z cyklu Muzyczne rozkosze. Nie ma co kruszyć kopii o rozlane mleko - w tym roku postaram się od czasu do czasu coś wrzucić. A zacznę od podsumowania, czyli zestawu płyt wydanych w 2017 roku, które urzekły mnie najbardziej. Tak wiem, w przewadze muzyka dla oldboyów, ale ja już jestem 45+, więc gust też dość sprecyzowany. Co nie zmienia faktu, że muzyka nagrywana przez dinozaury pop-rocka ma doskonałą jakość i dostarcza prawdziwej przyjemności słuchania.

1. Depeche Mode - Spirit. Chcieliście drugiego Violatora? A może drugie Songs Of Faith And Devotion? Lub Black Celebration? I co, dostaliście? Oczywiście, że nie! Depeche Mode znowu zagrało wam na nosie. Gore z Gahanem nadal świetnie się bawią tworząc muzykę bez oglądania się na oczekiwania sfrustrowanych depeszowców. Dla mnie Spirit to bardzo dobra płyta z muzyką nagraną przez dojrzałych facetów, którzy już dawno i na szczęście zapomnieli, że w zamierzchłych czasach byli synth-popowi. A koncert na Narodowym zupełnie przyzwoity.


2. Yello - Live In Berlin. O koncertowej płycie i występie Yello, na którym miałem okazję być, już napisałem. Nadal jestem pod ogromnym wrażeniem.

3. 2raumwohnung - Nacht Tag. Bardzo fajny pomysł na dwupłytowy album. Nacht to część z muzyką synth-pop-disco i echem elektro, świetnie nadająca się na nocną zabawę w klubie. Tag zawiera te same utwory co pierwszy krążek, ale w całkowicie innych - spokojnych i niemal akustycznych wersjach, takich na leniwe przedpołudnie. 2raumwohnung lubię od bardzo dawna i choć nie jest to wykwintna muzyka, ma - jak dla mnie - pewną gatunkową solidność. W zasadzie to nie wiem, do jakiego polskiego zespołu można byłoby porównać ten niemiecki duet. Czy mamy nad Wisłą kogoś, kto gra taki elektroniczny, prosty, ale też ciekawy pop? Oprócz tego, że ciągle zachwycam się nowym albumem 2raumwohnung, to jeszcze miałem okazję w ubiegłym roku widzieć zespół na żywo (jako support przed Yello). Porządny koncert to był.


4. Midge Ure - Orchestrated. Jakaż to jest piękna płyta! Jakież aranżacje przebojów Ultravox i solowych kawałków Ure'a! Świetnie to sobie Midge wymyślił, do smyczków i instrumentów dętych gdzieniegdzie dokładając odrobinę elektroniki czy solo na elektrycznej gitarze. Otwierający płytę Hymn, w orkiestrowym wykonaniu nabrał ogromnej mocy. Potem jest tylko piękniej. Nowo-romantyczne kompozycje doskonale sprawdzają się w takich aranżacjach. No i ten wokal Ure'a!

5. DAF - Das Ist DAF. Świetny box od Niemców. Cztery klasyczne, studyjne albumy z lat 1980-1982, a do tego krążek Reworx z sześcioma remiksami: trzema genialnymi, jednym bardzo dobrym, jednym dobrym i jednym zupełnie przyzwoitym. To, co z muzyką DAF zrobili Giorgio Moroder z Denisem Naidanovem, Westbam oraz Boys Noize jest nie do opisania. Remikserska rewelacja!

6. Marty Friedman - Wall Of Sound. Marty ciągle w formie. Mocne gitarowe granie, całkowicie niemonotonne. Większość kompozycji jest instrumentalna. Brzmienie gitar urozmaicają od czasu do czasu skrzypce, wiolonczela, fortepian, syntezatory, no i ludzki głos. Takiego metalu mogę słuchać.

7. Simple Minds - Acoustic In Concert. Najpierw nagrali akustyczną płytę w studio, a potem wyruszyli promować ją na żywo. Promocja wyszła bardzo udanie, co potwierdza niniejszy album koncertowy z szesnastoma znakomicie zaaranżowanymi utworami.

8. John Foxx And The Maths - The Machine. Tym albumem należy rozkoszować się tylko przy użyciu słuchawek. Do szpiku syntetyczne dźwięki i utwory często pozbawione wyrazistego rytmu perfekcyjnie oddają to, jak mogłaby brzmieć tytułowa maszyna. Po co szukać nowych wykonawców, skoro od dziadka Foxxa dostajemy takie perełki?

9. Null+Void - Cryosleep. Czasem jednak nowych wykonawców udaje się znaleźć. Ale czy na pewno nowych? Pod nazwą Null+Void ukrył się Kurt Uenala, znany ze współpracy choćby z Depeche Mode. Nic więc dziwnego, że w jednym z utworów na Cryosleep zaśpiewał Dave Gahan. Płyta to w większości instrumentalne utwory z porządnymi brzmieniami elektronicznymi. Jest mocno synth, bywa też electro.

10. Das Moon - Dead. Polskie trio po raz trzeci nagrało porządny album. Mroczny, elektroniczny, ciekawy. I dobrze wypadający na koncertach, czego miałem okazję doświadczyć.

11. Can - The Singles. Can w pigułce. Można słuchać i słuchać... Tak też robię.

12. Tears For Fears - Rule The World. Jak wyżej. Best of, czyli samo gęste od niezwykle ciekawego i trochę zapomnianego duetu.

13. Marsheaux - Get The Balance Right. A to ciekawostka od greckiego, żeńskiego duetu nieustająco zafascynowanego Depeche Mode. Box ukazał się w nakładzie 200 egzemplarzy. W środku płyta CD z czterema utworami (dwie wersje Get The Balance Right, The Great Outdoors i koncertowe Now This Is Fun) oraz instaxowa fotka zespołu.

Z ubiegłego roku miło wspominam też łódzki festiwal Soundedit, na którym z przyjemnością wysłuchałem koncertów Garego Numana i Marka Bilińskiego.

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Muzyczne rozkosze #29: Yello - Live In Berlin


Czyż to nie piękny tytuł płyty w przypadku Yello? Mniej istotne jest to, że In Berlin. Ważne, że Live! Koncertowa płyta zespołu, który tak naprawdę nigdy nie miał w dorobku pełnowartościowego występu na żywo. Ależ wspaniale, że Szwajcarom zachciało się na stare lata stanąć na scenie oko w oko z łaknącą ich koncertów publicznością. I ja ich na tej scenie widziałem! Ale po kolei.

Latem 2016 roku Yello absolutnie niespodziewanie ogłosiło, że zagra w Berlinie dwa koncerty. A gdy bilety rozeszły się w kilka godzin, dołożyli kolejne dwa występy, na które wejściówek zabrakło równie szybko. Jeszcze przed październikowymi występami zespół wydał świetny album Toy, z którego część utworów stała się podstawą koncertowej setlisty. Niemal rok później światło dzienne ujrzał dwupłytowy album Live In Berlin (wydany także na DVD i blu-ray), będący podsumowaniem czterech występów w berlińskim Kraftwerku. Spośród dwudziestu zarejestrowanych utworów połowę stanowiły kompozycje ze wspomnianej płyty Toy. Setlistę uzupełniły wielkie przeboje Yello - Do It, Bostisch, Tied Up, Liquid Lies, Oh Yeah, Si Senor The Hairy Grill i zagrany na finał The Race. Boris Blank wykonał też solowy The Time Tunnel. Bardzo ciekawym elementem koncertu był improwizowany The Yellofier Song z wykorzystaniem muzycznej aplikacji na urządzenia mobilne, stworzonej przez Blanka. Występ brzmi świetnie, może aż nazbyt czysto - moim zdaniem przydałaby mu się odrobina koncertowego brudu (np. intensywniejsze brzmienie perkusji). Wizualnie też jest świetnie - Yello skorzystało z wielu archiwalnych klipów, ale oczywiście postarało się też o nowe obrazy. Na scenie, oprócz Meiera i Blanka, pojawiały się współpracujące z nimi wokalistki - Malia i Fifi Rong. Duetowi towarzyszył 3-osobowy chórek, 5-osobowa sekcja dęta, gitarzysta oraz dwóch perkusistów ze swoimi zestawami.



Jakaż ogarnęła mnie radość, gdy okazało się, że Yello zamierza dalej koncertować. Na 2017 rok ogłosiło w sumie aż dziewięć występów w Szwajcarii, Niemczech i Austrii. Udało mi się kupić bilet na berliński występ Szwajcarów - 31 sierpnia podczas targów IFA, z supportem w postaci niemieckiego 2raumwohnung. Był to pierwszy w karierze plenerowy koncert Yello. W porównaniu z występami z 2016 roku, delikatnej zmianie uległa setlista. Wypadły Electrified II i Cold Flame, a - ku mojemu szczęściu - pojawiły się Rhythm Divine i Vicious Games. Cóż mówić - zobaczyć na żywo Yello to spełnienie jednego z największych marzeń muzycznych. Jeśli tylko ogłoszą kolejne występy - nie wahajcie się ani chwili (sekcja dęta - jak to mówią - rozwala system).




środa, 27 grudnia 2017

Felieton w Kalejdoskopie #6


W najnowszym, styczniowym Kalejdoskopie zastanawiam się, czy i jakie komiksy ukażą się na 100-lecie odzyskania niepodległości i czy będą tak dobre jak Reformator Michała Rzecznika i Piotra Nowackiego albo Bellmer. Niebiografia Marka Turka.

czwartek, 21 grudnia 2017

Pik & Robi w Ziemi Łódzkiej #32


Odcinek grudniowy, nie zabrakło więc pierwiastka świątecznego. To już trzydziesta druga wizyta Pika i Robiego na łamach Ziemi Łódzkiej. Przyznaję, scenariusz napisałem ja, a narysował znowu Robert Trojanowski.

środa, 29 listopada 2017

Felieton w Kalejdoskopie #5


Tym razem napisałem do Kalejdoskopu o komiksach reporterskich, wszak dziennikarska profesja ciągle jest bliska memu sercu. W tekście pojawili się Guy Delisle (gość ostatniego Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier) i Joe Sacco, których komiksy wydały Kultura Gniewu oraz Timof i Cisi Wspólnicy. Wspomniałem też kronikarskie Na szybko spisane Michała Śledzińskiego. Bo to bardzo dobry komiks jest. Cały tekst w grudniowym Kalejdoskopie.

wtorek, 28 listopada 2017

Pik & Robi w Ziemi Łódzkiej #31


Koniec miesiąca - czas na kolejny odcinek Pika i Robiego w Ziemi Łódzkiej. Jesień, przyroda, rzadko spotykana fauna. Ponownie mój scenariusz, a rysunki jak zawsze - Robert Trojanowski.


wtorek, 31 października 2017

Felieton w Kalejdoskopie #4


Przełom października i listopada to czas, w którym o śmierci mówi się niemało. Sporo się też pisze, i to właśnie o śmierci jest mój najnowszy tekst w Kalejdoskopie. Przywołuję w nim Tylko spokojnie Henryka Glazy, Zaduszki Rutu Modan i postać Śmierci wykreowaną przez Neila Gaimana. Ale padają też w felietonie nazwiska takich komiksowych bohaterów, jak Kent, Wayne czy Parker. W związku z powyższym polecam uwadze listopadowy Kalejdoskop.