niedziela, 15 stycznia 2017

Muzyczne rozkosze # 27: The Best Of 2016



Przyznaję - mam spory rozrzut w moich muzycznych zainteresowaniach, co widać w poniższym zestawieniu. I ciągle sięgam zazwyczaj po artystów już przeze mnie docenionych. Jasne, że szperam w sieci oraz patrzę na to, czego słuchają inni. I czasem coś ciekawego odkryję, ale gdy przychodzi do podsumowania roku, okazuje się, że na liście tego, co mnie najbardziej zauroczyło, znajdują się praktycznie same muzyczne wygi.

1. Metallica - Hardwired... To Self-Destruct. Słucham tej płyty nieustająco. Hetfield i spółka wreszcie nagrali świetny album - moim zdaniem jeden z lepszych w ich karierze. A już na pewno najlepszy od czasu, gdy światło dziennie ujrzała Metallica. Warto zakupić wydanie 3-płytowe - na bonusowym krążku są cztery dodatkowe utwory studyjne oraz dziesięć świeżych nagrań koncertowych - głównie klasyków Metalliki z lat 80.

2. David Bowie - Blackstar. Pożegnalna płyta Mistrza. Tylko siedem utworów, w tym jeden znany już wcześniej, ale cóż to jest za album! Jakiż on ma klimat! Ileż tam się dzieje! Jak bardzo chce się do niego wracać, choć nie jest to muzyka lekka, łatwa i przyjemna!

3. Yello - Toy. O tej płycie już pisałem. I zdania nie zmieniłem. Jest świetna! :)

4. Łąki Łan - Syntonia. I znowu progres! I znowu bardzo dobra płyta! Łąki Łan konsekwentnie trzyma się swojego przyrodniczego wcielenia, co nie przeszkadza w tworzeniu atrakcyjnej muzyki i takich też - pełnych słownych zabaw - tekstów. Płyta jest świetnie wyprodukowana, dużo na niej intrygującej elektroniki. Niemałym zaskoczeniem jest dla mnie utwór Rozanielacz dusz - wzbogacona o warstwę tekstową i przearanżowana wersja instrumentalnego kawałka Traktor, grywanego do tej pory przez ŁŁ tylko na koncertach. Radość, disco, funk i relaks!

5. Jean-Michel Jarre - Electronica 2 - The Heart Of Noise. Druga część bardzo fajnego projektu Jarre'a, który do napisania wspólnych utworów zaprosił znanych i mniej znanych artystów, reprezentujących dość różne gatunki muzyczne. Na Electronice 2 mamy kolaborację Jean-Michela m.in. z Pet Shop Boys, Gary Numanem, Peaches, The Orb, Yello czy Cyndi Lauper. Płyta jest mocno zróżnicowana, dzięki czemu bardzo dobrze jej się słucha.

6. Brodka - Clashes. Druga "dorosła" płyta Brodki. Znacznie odmienna od tego, co piosenkarka zaproponowała na wydanej sześć lat wcześniej Grandzie. Przede wszystkim jest mroczniej, melancholijniej. Przeważają spokojne tempa (za wyjątkiem może trzech utworów) i jest zdecydowanie bardziej alternatywnie niż popowo. Płyta w całości zaśpiewana jest po angielsku i jest to bardzo dobry krążek.

7. Agnieszka Chylińska - Forever Child. A tu płyta w całości zaśpiewana po polsku i jakże inna niż ta Brodki. Po zdecydowanie popowej płycie Modern Rocking, Chylińska postanowiła wrócić trochę do rocka i wydzierania się, jednocześnie nie rozstając się z popem i piosenkami z wpadającym w ucho refrenem. Jest przebojowo, różnorodnie, ostro i łagodnie, elektronicznie i gitarowo, momentami mocno zaskakująco. Udany powrót Agnieszki.

8. Jean-Michel Jarre - Oxygene Trilogy. Jeszcze raz Jarre. Tu już w repertuarze, do jakiego nas przyzwyczaił, czyli całkowicie instrumentalnym. Na 3-płytowym wydawnictwie znalazły się wszystkie części cyklu Oxygene - pierwszy z 1976, drugi z 1997 i ostatni, najnowszy z 2016 roku. Pierwszy krążek pozostanie tym najbardziej znanym. Drugi, choć nagrany 20 lat po pierwszym, jest bardzo podobny do poprzednika w warstwie dźwiękowej. Natomiast ostatni, ubiegłoroczny, Jarre nagrał wykorzystując nie tylko instrumenty analogowe o charakterystycznym brzmieniu, ale całą gamę współczesnych syntezatorów i innych wynalazków, co słychać i co spowodowało, że trzecia część Oxygene różni się od wcześniejszych. Tym niemniej - trylogii słucha się z prawdziwą przyjemnością.

9. Waltari - Monk-Punk - Special Anniversary Edition. Smaczek dla znawców, czyli reedycja debiutanckiej płyty moich ulubionych Finów. Na krążku dołączonym do podstawowej wersji albumu, dostaliśmy interesujący zestaw piętnastu przeróżnych wersji demo najstarszych utworów Waltari.

10. Depeche Mode - Video Singles Collection. Wreszcie! Pięćdziesiąt pięć wideoklipów Depeche Mode w jednym wydawnictwie. Do tego cztery bonusowe, mniej znane teledyski  (oczywiście dobrze znane wszystkim zagorzałym fanom) i dużo komentarzy w wykonaniu Martina, Dave'a i Andrzeja. Jest co oglądać i czego słuchać!

11. Andrzej Korzyński - Akademia Pana Kleksa. Original Motion Pictures Soundtrack. Znakomita ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Andrzeja Korzyńskiego, po raz pierwszy wydana na płycie. "Kosmiczne disco, elektroniczne eksperymenty i szlachetna orkiestra smyczkowa" - tak opisuje krążek wydawca, czyli GAD Records i opis ten dokładnie oddaje zawartość albumu. 25 kompozycji, żadnych piosenek śpiewanych przez Piotra Fronczewskiego czy dziecięcych aktorów. Tylko motywy instrumentalne!

12. Karel Svoboda - Pszczółka Maja. Original TV Series Soundtrack. I jeszcze jeden soundtrack od GAD Records. Interesujące doświadczenie muzyczne - nie tylko sentymentalna wycieczka w lata 70. i 80., ale i możliwość obcowania ze świetnymi motywami muzycznymi.

W zestawieniu brakuje kilku krążków, które ukazały się w 2016 roku, ale nie wpadły jeszcze w moje ręce - chociażby akustycznej płyty Simple Minds czy nowej propozycji od Johna Foxxa i The Maths.

wtorek, 3 stycznia 2017

20 razy Pik & Robi


Spóźnione, ale szczere, czyli rzecz o serii Pik i Robi, ukazującej się na łamach Ziemi Łódzkiej. Oto bowiem zupełnie niedawno, czyli pod koniec listopada 2016 roku, we wspomnianym miesięczniku ukazał się jubileuszowy, dwudziesty odcinek przygód tytułowych bohaterów. Korzystając z okazji postanowiłem przypomnieć, skąd Pik i Robi tak naprawdę się wzięli.

Oczywiście nie jest tajemnicą, że Pik i Robi to rysunkowe wcielenia Piotra Pika Kasińskiego (odpowiedzialnego za zdecydowaną większość scenariuszy) i Roberta Robiego Trojanowskiego (autora zdecydowanie wszystkich ilustracji i komiksów). Roberta poznałem jesienią 1990 roku na warsztatach dziennikarskich Świata Młodych i dość szybko znaleźliśmy grubą nić (wręcz linę) porozumienia. Poniżej - chyba pierwsze (a na pewno jedno z pierwszych) wspólne zdjęcie, zrobione na warszawskiej Woli.


Jako Pik i Robi zadebiutowaliśmy w 1992 roku na łamach wspomnianego Świata Młodych, w satyrycznej rubryce Z notatnika hyziofrenika. Nasze sympatyczne pyszczki pojawiały się potem tu i ówdzie przy różnych okazjach.


Ale dopiero w 2001 roku Pik i Robi stali się bohaterami komiksu. Nasza debiutancka historyjka nosiła tytuł Klucz i zrobiliśmy ją na konkurs towarzyszący Międzynarodowemu Festiwalowi Komiksu w Łodzi. Pik i Robi wyglądali w tym komiksie tak jak na poniższym obrazku.


W 2007 roku zacząłem pisywać o komiksie do magazynu Slajd. Miesięcznik złożył przy okazji zapotrzebowanie na żartobliwe, jednoplanszowe komiksy. To właśnie wtedy pojawili się Pik i Robi z fizjonomiami bardzo zbliżonymi do tych, jakie mają w historyjkach w Ziemi Łódzkiej (wszystkie opublikowane w Slajdzie plansze znalazły się potem w antologii The Bjuti). Z ciekawostek - wybrane odcinki Pika i Robiego zostały przetłumaczone na język węgierski celem publikacji z magazynie Papirmozi.


W międzyczasie, głównie za sprawą Roberta, zaczęły powstawać żarty rysunkowe oraz 2-4 kadrowe paski, których bohaterami byli oczywiście Pik i Robi. Spory zbiór tych króciaków można znaleźć na blogu Pika i Robiego.


We wrześniu 2014 roku Pik i Robi po raz pierwszy dali się poznać czytelnikom Ziemi Łódzkiej - miesięcznika wydawanego przez Urząd Marszałkowski w Łodzi. Od tamtej pory, dość regularnie, opowiadają w zabawny sposób (przynajmniej tak nam się wydaje, że jest w tym wszystkim odrobina humoru) o ciekawostkach związanych z łódzkim regionem. Pierwszych dziesięć odcinków wraz z premierową, 10-stronicową opowieścią o myśleniu projektowym, znalazła się w albumiku Tajemnice Łódzkiego, czyli Pik i Robi na tropie myślenia projektowego (nakład - 20 tysięcy egzemplarzy). Przez ostatnie miesiące Pik i Robi pojawiali się też na facebookowym fanpage'u Promuje Łódzkie, zachęcając do poznawania i dzielenia się wiedzą na temat naszego regionu.


W grudniu 2016 roku w Ziemi Łódzkiej ukazał się dwudziesty pierwszy odcinek Pika i Robiego. A kolejny właśnie powstaje.

środa, 14 grudnia 2016

City Stories #11


Tegoroczna antologia z serii City Stories była wyjątkowa. Nie dlatego, że wziąłem w niej udział jako scenarzysta (aczkolwiek było to miłe, że zostałem zaproszony), lecz dlatego, że po raz pierwszy projekt realizowany był za granicą, a jego efektem nie były komiksy o Łodzi. Owszem - miała już miejsce specjalna edycja CS w 2010 roku z okazji rocznicy grunwaldzkiej i wtedy też, siłą rzeczy, w antologii nie pojawił się żaden pierwiastek łódzki. Tym razem jednak nasi krajowi scenarzyści i rysownicy pojechali do Rosji, żeby wspólnie z miejscowymi artystami stworzyć obrazkowe opowieści o... Petersburgu.


Piękne rosyjskie miasto przywitało nas w połowie kwietnia opadem śniegu. Podczas kilkudniowego pobytu pogoda mocno się zmieniała, co nie miało absolutnie żadnego wpływu na znakomitą współpracę z ekipą rosyjską, w skład której weszli Julia Nikitina, Olga Ławrientjewa, Masza Bogatowa i Timofiej Mokijenko. Natomiast biało-czerwoni wystąpili w zestawieniu: Barbara Okrasa, Grzegorz Pawlak, Paweł Timofiejuk, Marek Skotarski (zrobił okładki, a także portrety wszystkich uczestników) oraz - jak już wspominałem - Piotr Kasiński. Organizacyjnie wspierał nas na miejscu Dmitrij Jakowlew, a polską ekipę uzupełnili Ewa Stępień, Kasia Tośta i Adam Radoń. Wizytę w Petersburgu mieliśmy bardzo intensywną - właściwie każdego dnia od rana do wieczora, wiedzeni przez znakomitych przewodników, poznawaliśmy najprzeróżniejsze oblicza dawnego Piotrogrodu czy też Leningradu.


Odbyliśmy sporo roboczych rozmów, powstały koncepcje scenariuszy, do zilustrowania których zgłosili się chętni rysownicy. Mnie do napisania kilkuplanszowej historii dla Julii, zainspirowała wizyta w pełnej osobliwości Kunstkamerze. Natomiast dla Maszy wymyśliłem dwie żartobliwe jednoplanszówki, których bohaterami są przede wszystkim konie i gołąb.



Album City Stories #11 z podtytułem Kadry i ramki – rosyjsko-polskie konfrontacje komiksowe, ukazał się w połowie września i premierę miał na petersburskim festiwalu Bumfest. Z rosyjską publicznością spotkali się Basia, Grzegorz i Paweł. Natomiast kilkanaście dni później 4-osobowa ekipa z Rosji przyjechała do Łodzi na polską premierę CS #11, która znalazła się w programie 27. Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier.



Fot. Dariusz Kulesza, Jarek Obważanek, Ewa Stępień, Piotr Kasiński

środa, 7 grudnia 2016

Niech Żyje Komiks!



Po raz drugi zrobiłem w tym roku gazetkę eMeFKa News (dla niewtajemniczonych - czterostronicowy, kserowany, nieregularny Łódzki Informator Komiksowy). W środku, oprócz moich krótkich tekstów, także rysunki Kwiatkowskiego, Trojanowskiego, Pałki i Radonia. eMeFKę wydaję zazwyczaj przy okazji komiksowych imprez i właśnie tego rodzaju wydarzenie było przyczynkiem do powielenia gazetki i przewiezienia jej do Warszawy.


Oto bowiem na początku grudnia, w stolicy, odbyła się pierwsza (i mam nadzieję - nie ostatnia) edycja imprezy pod nazwą Niech Żyje Komiks! Państwowym Muzeum Etnograficznym zawładnęli miłośnicy historii obrazkowych - zarówno autorzy, wydawcy oraz znawcy, jak i spragniona wrażeń publiczność. Pojawiliśmy się na NŻK! z festiwalowym stoiskiem. Przeprowadziliśmy też szereg rozmów, poruszając bardzo ważne tematy związane z naszymi przyszłorocznymi działaniami, oczywiście komiksowymi. Co tu dużo kryć - będzie się działo, jeśli wszystkie pomysły wypalą.


A jak impreza? Mam właściwie same pozytywne odczucia. Organizatorom i wydawcom udało się ściągnąć atrakcyjny zestaw autorów (m.in. Tony'ego Sandovala, KRL-a, Śledzia, Edwarda Lutczyna, Adama Wajraka, Tomasza Samojlika, Berenikę Kołomycką czy Piotra Nowackiego). W sali ze stoiskami pojawiła się spora część krajowych wydawców (m.in. Egmont, Kultura Gniewu, Timof Comics, Wydawnictwo Komiksowe, Kurc, ATY czy Bazgrolle) oraz liczna grupa twórców zinowych. Nie zabrakło warsztatów, autografów, a nawet seansów filmowych. Całość przeprowadzona została bardzo sprawnie, za co należą się podziękowania ekipie organizatorów związanych z magazynem Zwykłe Życie. Byłoby wskazane, abyśmy w grudniu 2017 roku znowu spotkali się na NŻK!

piątek, 4 listopada 2016

Łódź. Miejskie historie


W ostatni weekend byłem na Targach Książki w Krakowie. W programie towarzyszącego targom Salonu Komiksu, znalazło się spotkanie pod hasłem Łódź. Miejskie historie. Na owym spotkaniu, ku mej uciesze - licznie zgromadzonej publiczności, opowiedziałem o antologii komiksów, których bohaterami są mniej lub bardziej znane postaci związane z Łodzią.


W zbiorze zatytułowanym, a jakże - Łódź. Miejskie historie, znajduje się jedenaście krótkich opowieści. Scenariusze do nich napisał nieoceniony Robert Popielecki, a w gromadzeniu niezbędnej dokumentacji wsparli go Kasia Tośta i Maciek Cholewiński. Rysowanie komiksów powierzyliśmy trzem niezwykle zdolnym twórcom - Michałowi Arkusińskiemu (zrobił też okładkę), Tomkowi Tomaszewskimu i Maćkowi Pałce. Dzięki temu, że posługują się bardzo różnymi stylami rysowania, otrzymaliśmy naprawdę ciekawe zestawienie mocno zróżnicowanych graficznie komiksów. Rysunki są czarno-białe, tylko w jednej historii pojawia się odrobina koloru niebieskiego. Całość do druku przygotowała Agnieszka Świętek.

Robert Popielecki i Tomek Tomaszewski na otwarciu wystawy podczas
27. MFKiG, fot. Dariusz Kulesza
Choć komiksów jest w antologii jedenaście, opowiadają one o dwunastu osobach. Bohaterami jednej z opowieści są bowiem słynni łódzcy artyści - Katarzyna Kobro i Władysław Strzemiński. Pozostałych dziesięć komiksów przypomina postaci: Hilarego Majewskiego - architekta, który zaprojektował dla Łodzi ponad 500 budynków; Maurycego Poznańskiego - założyciela największego koncernu prasowego międzywojennej Polski; Eugeniusza Bodo - aktora; Akiby Rubinsteina - światowej sławy szachisty; Aryego Sternfelda - nazywanego "ojcem podróży kosmicznych"; Stefana Skrzywana - człowieka, który skanalizował Łódź; Karola Hillera - awangardowego artysty; Artura Rubinsteina - pianisty, patrioty, ale też miłośnika cygar oraz kobiet; Włodzimierza Smolarka - piłkarza; Krzysztofa Skiby - performera, artysty, działacza Pomarańczowej Alternatywy. Dość zróżnicowane towarzystwo, nieprawdaż? Dodam tylko, że udało się je zebrać w jednym, drukowanym miejscu dzięki dotacji z ministerstwa kultury.

Robert Popielecki, Michał Arkusiński i Tomek Tomaszewski
w czasie spotkania podczas 27. MFKiG, fot. Jarek Obważanek

wtorek, 25 października 2016

Muzyczne rozkosze # 26: Yello - Toy

Aż siedem lat trzeba było czekać na nowy album Yello. Cierpliwość się opłaciła! Poza tym, tak naprawdę, co jakiś czas dostawaliśmy do rąk miłe prezenty z obozu Szwajcarów. A to solową płytę Meiera, a to wypasiony box z muzyką Blanka, czy też kompilację Yello by Yello. Ale co nowa zabawka, to nowa zabawka.


Zanim zaczniemy rozpływać się nad kompozycjami i brzmieniem trzynastej, studyjnej płyty duetu, warto przejrzeć zamieszczone na niej utwory pod kątem ich nowości. Okazuje się bowiem, że Dialectical Kid pojawiło się premierowo na wspomnianej wyżej składance Yello by Yello. Electrified II to nowa wersja Electrified zamieszczonego na solowej płycie Blanka. Lost in Motion to rozwinięcie kawałka Big City Grill pochodzącego z tego samego, autorskiego albumu Borisa. Na upartego w Cold Flame też można byłoby doszukiwać się podobieństw do czegoś wcześniej słyszanego. Niewątpliwym plusem w tym wszystkim jest fakt, że nowe wersje mają świeże, rozbudowane aranżacje, dołożone wokale i apetyczne dźwięki. Nie można więc ich traktować jako typowych wypełniaczy. Ja przynajmniej tak ich traktować nie zamierzam.

Kupując Toy oczywiście lepiej zaopatrzyć się w wersję limited deluxe edition, w której na krążku dostajemy trzy dodatkowe utwory (co w sumie daje ich siedemnaście), a zamiast standardowego plastikowego opakowania - 36-stronicową książeczkę w twardej oprawie w formacie pudełka DVD. Warto! Tym bardziej warto, że Yello znowu raczy nas świetnymi kompozycjami i rewelacyjnym brzmieniem - czystym, elektronicznym, tu i ówdzie wzbogaconym gitarą. Przeważają utwory w mniej i bardziej żwawych tempach, świetnie nadające się do tańca, co - patrząc na wiek Szwajcarów - wcale nie musiało być takie oczywiste. Nie brakuje klubowych bitów, odwołań do latynoskich rytmów i efektownych, soczystych, syntetycznych dźwięków. Panowie ponownie zaprosili do współpracy panie - Malię znaną już z nagrań Blanka (ale i Yello też) oraz Fifi Rong. Z opisu płyty wynika, że zaśpiewały po dwa utwory, ale kobiecych głosów nie brakuje i w innych kompozycjach. Wśród siedemnastu kawałków pięć to intrygujące instrumentale (trzy z nich są owymi bonusami dołożonymi do limitowanej wersji płyty).

Bez wątpienia Yello nadal nie schodzi z wysokiego, muzycznego poziomu, bo słuchanie Toy to prawdziwa muzyczna rozkosz. Co więcej - Yello wchodzi na jeszcze wyższy poziom - tak naprawdę po raz pierwszy w historii Blank i Meier postanowili bowiem wystąpić na żywo i za kilka dni, jeszcze w październiku, dadzą cztery koncerty w Berlinie. Bilety na te muzyczne uczty rozeszły się w dwa dni.

niedziela, 23 października 2016

Młodzieżowa Akademia Komiksowa

Tyle w tym roku się działo, że dopiero teraz znajduję powoli czas na opisanie chociaż kilku moich najważniejszych, głównie komiksowych, aktywności. Zacznę od przedsięwzięcia pod nazwą Młodzieżowa Akademia Komiksowa, do realizacji którego dołożyłem swoje trzy grosze. Zaczęło się od złożonego w ubiegłym roku wniosku o dofinansowanie - nasza propozycja spotkała się z przychylnością ministerstwa kultury i dzięki dotacji mogliśmy nasz pomysł wcielić w życie.


Pierwszym krokiem na drodze wdrażania było przygotowanie zeszytu, zawierającego ćwiczenia wprowadzające do podstaw języka komiksu. Opracowałem merytorycznie 32-stronicową broszurę w formacie A4, a moje opisy znakomicie przełożył na warstwę graficzną Robert Robi Trojanowski. W zeszycie znajdują się zarówno plansze z podstawową wiedzą o komiksie, proste rysunkowe zabawy, jak i zadania polegające na tworzeniu bohatera komiksowego czy kilkukadrowej historyjki.


Od maja do października w różnych miejscach województwa łódzkiego (m.in. w Kobielach Wielkich, Zapolicach czy Łodzi) przeprowadziliśmy z Robertem - przy wsparciu Katarzyny i Ewy z naszej komiksowej ekipy - serię warsztatów, na których korzystaliśmy z ładnie wydrukowanych zeszytów ćwiczeń. Było to znakomite doświadczenie, ogromna przyjemność w przekazywaniu wiedzy, ale i świetna, komiksowa zabawa z młodymi ludźmi.