piątek, 31 lipca 2009

Nawarstwienie

Przypomina o sobie niespodziewanie i bardzo brutalnie, wcześniej czając się w ukryciu i strojąc złośliwe uśmieszki. Spada na człowieka nagle, jak jastrząb jaki. I zadaje rany. Deadline. Dopadł mnie, ale chyba wybrnąłem z tego nieoczekiwanego spotkania obronną ręką. Takie tam scenario na cztery plansze - jak będzie zrealizowane, to się pochwalę. I to nie koniec. Masa kolejnych deadline'ów już czyha. Ale ja lubię to napięcie.

A skoro już jesteśmy przy komiksach. Jeśli ktoś zerka od czasu do czasu na stronę festiwalu komiksu, ten wie, że do Łodzi przyjadą Igor Baranko i Aleksandar Zograf. Ja się cieszę. No i Peter Milligan pewnie też (w końcu zapowiedział się w ostatnim Ziniolu). Na stronie MFKiG więcej ciekawych newsów.

Skoro jesteśmy przy newsach, w nawiązaniu do tego wpisu - dziś oficjalnie potwierdzone zostały dwa koncerty Depeche Mode w Łodzi! 10 i 11 lutego 2010 roku! Yeah! Sprzedaż biletów rusza po północy 4 sierpnia. Dodając do owych występów before party i dwa after party - szykuje się niezły maraton. Muzyko, pozwól żyć.

Mój pierworodny w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego kończy 9 lat. Przyjątko i prezenciki odbyły się dzisiaj. A poniższe zdjęcia z jeździeckiego urlopu. Jubilat oraz jego siostra zgłębiają tajniki hippiki.


środa, 29 lipca 2009

Po urlopie

Zleciało niczym strzał z bicza. Tym bardziej, że większość urlopu spędziłem w okolicznościach obozu jeździeckiego (co wcale nie znaczy, że zasiadłem w siodle). Zamieszkiwaliśmy na obrzeżach Witnicy (mniej więcej w połowie drogi między Gorzowem a Kostrzynem) w leśnej agroturystyce. Okolica bogata w ptactwo i zwierzynę (czaple na wyciągnięcie ręki, a ongiś i bociany czarne tam widywano) oraz napoje. Na te ostatnie chciałbym zwrócić uwagę, gdyż w Witnicy działa (i to długo, bo od 1848 roku) browar.


Wieczory po upalnych dniach (ale także i w te zimniejsze dni, choć nie było ich wiele) można było uatrakcyjniać co najmniej kilkoma gatunkami pożywnych, najlepiej dobrze schłodzonych napojów. Żadnych puszek, tylko butelki (zwrotne za okazaniem paragonu). Nie udało mi się przedrzeć przez całą ofertę browaru (zwłaszcza przez piwa eksportowe, bo ich w sklepach nie znalazłem), ale z tego, co popróbowałem, to Lubuskie jasne naturalne do gustu przypadło mi najbardziej. Nawet Witnicki Porter dawał radę, choć nie przepadam za ciemnymi piwami.



Kilka dni spędziliśmy w okolicach Bałtyku. Zanocowaliśmy m.in. w Wolinie i Dziwnowie. Ostatecznie przekonałem się, że jeśli wczasy nad morzem, to najwyżej 4-dniowe. Owszem, dzieciaki miały powody do radości i nawet opad nie był im straszny, gdy fikały na plaży i w wodzie (choć generalnie przeważała pogoda wakacyjna). Ale leżenie na piasku i zamienianie się w skwarkę to zdecydowanie nie dla mnie atrakcja. Na szczęście wieczorkiem można było ostudzić organizm niepasteryzowanym Bosmanem (butelki zwrotne, paragon).


Do festiwalu komiksowego raptem dwa miesiące. Niebawem nowe, ciekawe informacje. A na razie przypominam, że szykujemy antologię ku czci Tadeusza Baranowskiego, który kończy w tym roku emerytalne 65 lat. Pisze o tym chociażby Polter. Niestety, w tym roku nie będzie w Łodzi ani mistrza ani jego wystawy - raz, że z racji remontu nowego wiejskiego lokum wszystko ma w kartonach niedostępne, a dwa - planowaną operację kręgosłupa może mieć w okolicach początku jesieni. Umówiliśmy się zatem na festiwal przyszłoroczny. A Tadeuszowi Baranowskiemu życzę raz jeszcze dużo zdrowia!

piątek, 10 lipca 2009

Urlop


Zaczął się wczoraj. W związku z tym pół dnia spędziłem w pracy porządkując różne sprawy, a i tak nie ze wszystkim zdążyłem. Dziś do pracy nie poszedłem (aczkolwiek nie wiem, czy ktoś by się zdziwił, gdybym się w niej pojawił). Pisałem za to w domu (tekst do sierpniowego Slajdu). I jak tak pisałem, to zrobiłem zdjęcie zjawiska atmosferycznego, gdyż mnie urzekło. A lipcowy Slajd można sobie poczytać tutaj (jest tam tekścidło ogólnorozwojowe o antologiach komiksowych).


Podczas wczorajszego pobytu w pracy puściłem w świat info o tym, że robimy antologię ku chwale Tadeusza Baranowskiego. Wszystkich rysujących i podzielających mój zachwyt nad twórczością pana Tadeusza proszę o przyjęcie zaproszenia i popełnienie jednej planszy komiksowej w stylu "tribute to". O przedsięwzięciu donoszą Wrak, Polter i Aleja, podając szczegóły wszelakie.

A tu jeszcze jeden filmik z cyklu Pik i Robi. Tym razem odcinek szczególny, więc tym bardziej zapraszam do jego obejrzenia:



Podejrzewam, że w najbliższym czasie dostęp do Internetu będę miał ograniczony. Może to się wiązać z tym, że kolejny wpis pojawi się tu pod koniec lipca. Do przeczytania zatem!

środa, 8 lipca 2009

DAF i Largo


Na pewno zrobię tu kiedyś ranking moich ulubionych płyt "the best of...". Tym bardziej, że w wielu przypadkach takie wydawnictwa są coraz bardziej wypasione (czymś trzeba przyciągnąć fanów, którzy przy braku fajerwerków edytorskich ściągną materiał z netu). Co prawda Das Beste von DAF akurat wodotrysków jest pozbawiony, ale przytuliłem tę kompilację z uśmiechem od ucha do ucha. Deutsch Amerikanishen Freundschaft poznałem na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku. Kumpel mial ich wydawnictwa na analogach i przegrał mi na kasety. Spodobali mi się wtedy bardzo. Elektroniczny minimalizm, mocna perkusja z automatu i nerwowy śpiew, oczywiście po niemiecku. Trochę mi się kojarzyli z Suicide, a to bardzo dobra rekomendacja (choć DAF jest zdecydowanie mniej psychodeliczny - w końcu porządek musi być). Kaset z muzyka DAF już dawno nie mam, a płyty czekają w długiej zakupowej kolejce. Stąd pojawienie się w tym roku Das Beste von DAF niezwykle mnie ucieszyło - jeden krążek, 20 kawałków, z największymi przebojami (jeśli tak można je nazwać): Der Mussolini, Alle Gegen Alle, Sato Sato czy Der Rauber Und Der Prinz. I kto wie, czy ten składak nie wystarczy i czy nie odpuszczę całej dyskografii. Tak jak zrobiłem to w przypadku kilku innych kapel, ale o tym może przy okazji tworzenia wspomnianego na początku rankingu.

Nic na to nie poradzę - uwielbiam scenariusze Van Hamme'a, zwłaszcza te sensacyjne. Cieszę się, że Egmont wziął na warsztat Largo Wincha i wyda tę serię od początku. W nieukrywaną przyjemnością przeczytałem zbiorcze wydanie pierwszych czterech tomów, odświeżając znajomość z tytułowym młodym finansitą (pojedyncze albumy wydane wcześniej przez Twój Komiks trafią zapewne na Allegro - może ktoś reflektuje?). Oczywiście nie ustajemy z dążeniach do sprowadzenia Van Hamme'a do Łodzi. Raz dał się nawet namówić, ale jak wiadomo - nie przyjechał z racji kontuzji kończyny dolnej odniesionej na polu golfowym. Ostatni raz widzieliśmy się z nim na festiwalu w Lucca (Italy). Nie powiedział "nie", ale też nie powiedział "tak". Przypiął sobie jednak do klapy marynarki pewien pin (patrz zdjęcie), może to jakiś znak?

poniedziałek, 6 lipca 2009

Robota oraz IamX

Nie wiem, czy to się dobrze skończy - obok mnie stoi durszlak pełen soczystych czereśni. W weekend u teściów zrywane. A niech tam, co ma być to będzie - sięgam po następną. A propos weekendu (w sensie, że czas wolny wtedy jest zazwyczaj) - w czwartek rozpocznę najdłuższy z możliwych wolny od pracy okres w roku, czyli zasłużony urlop. Pojedziemy tu i tam, by nabrać sił przed kampanią sierpniowo-październikową, czyli ostatecznym czasem przygotowywania festiwalu komiksowego (to ja), a familia przed szkolnym rokiem (młodsza latorośl jako ostatnia w rodzinie rozpocznie w tym roku edukację). A że pracy niemało, to dziś poszedłem do zakładu na 8.00, a opuściłem go jakoś tak około 19.00. I najbliższe dwa dni zapowiadają się podobnie, bo przed urlopem sporo spraw do ustalenia, wyjaśnienia, pogrożenia, nakrzyczenia, opisania, policzenia, rąk opadnięcia, uporządkowania, zasygnalizowania etc. Lista gości zagranicznych jeszcze się kreuje i nie jest zamknięta. Jeśli dobrze pójdzie, to do już znanych autorów dołączy nawet pięciu kolejnych. Jestem natomiast po słowie z Tadeuszem Baranowskim i na tę chwilę nie wiemy, czy w tym roku uda się zrealizować nasze pomysły (może chociaż jeden zrobimy). Przeprowadzka i remont (przepraszam, remanent) to jedno, a operacja Tadeuszowego kręgosłupa to bardzo poważna sprawa. Więc pewnie wystawę i spotkanie przełożymy na rok przyszły. Ciekawie zapowiada się natomiast ekspozycja prac Jerzego Wróblewskiego, roboczo zatytułowana "western". W sumie wystaw będzie chyba 14. Myślę, że pod koniec lipca upublicznimy wstępny, roboczy program festiwalu.

A tu kolejny filmik z udziałem Pika i Robiego:



I jeszcze muzyka. Najpierw koleżanka Coma przesłała mi w ramach wymiany muzycznych doświadczeń jeden z kawałków IamX z pierwszego krążka. Wpadło jednym uchem, wypadło drugim. Ale już wtedy zauważyłem jakaś taką dziwną histeryjkę rodząca się wokół solowego projektu Chrisa Cornera (Sneaker Pimps). Potem kolega Newman, już ogarnięty ową histeryjką, polecił mi przesłuchać pierwszy i drugi krążek. No i ten drugi zrobił na mnie wrażenie. Płyty IamX wylądowały na półce. Resztę załatwiły: koncert na Castle Party w Bolkowie w 2007 roku, ubiegłoroczny występ w warszawskiej Proximie oraz koncertowa płyta Live In Warsaw. Stałem się elementem histeryjki. I oto niedawno ukazała się trzecia płyta IamX - Kingdom Of Welcome Addiction. Od razu powiem - nie przebiła The Alternative, czyli swojej poprzedniczki, na której właściwie każdy kawałek jest rewelacyjny. Kingdom..., jak dla mnie, jest zbyt oszlifowany, ogładzony. Ma zadziorne kawałki, ale nie mają one takiej chropowatości w brzmieniu, jaka urzekła mnie w The Alternative. Nie brakuje oczywiście ładnych melodii, elektronicznych dźwięków (jak ja je lubię...), temp szybkich i wolnych oraz tych na trzy. I co by nie pisać, to wciąż kawał porządnej muzy, oscylującej między synth, alternatywą i popem. Więc się z tej histeryjki nie wypisuję.

sobota, 4 lipca 2009

Awans i pies


Nie, nie, to nie ja awansowałem. To małżonka moja - Małgorzata. Od lat jeździ konno, ma też uprawnienia instruktora jazdy konnej (choć przede wszystkim jest matematyczką). Od bodajże 10 lat jest także sędzią w powożeniu i skokach. I właśnie zdobyła drugą klasę sędziowską w obydwu konkurencjach. Zapewne świętuje teraz sukces z sędziowską bracią (bo pojechała sobie na zawody do Warki), a ja wypiję coś zimnego, łącząc się z nią telepatycznie.


W naszym domu pojawił się pies. I to nie byle jaki. Bo to pies kosmiczny. Jestem po lekturze Spacedoga (wyd. Ladida Books) i powiem, że mnie się ta nowelka bardzo, bardzo podoba. Raz, że fajna historia, dwa, że przyjaźnie graficznie narysowana (kreska i kolory powodują, że chce się wracać do tej książeczki i oglądać dla samej przyjemności oglądania), a trzy - przesłanie, które może i banalne, ale bardzo współgra z moją duszą. Dogłębniejszą analizę Spacedoga pozostawiam znawcom i krytykom. Albowiem, jeśli będę coś polecał na blogu komiksowego, to właśnie z racji takiej, że mi się dana rzecz najzwyczajniej w świecie podoba (bez dogłębnej analizy, uwarunkowań, odniesień, porównań etc.). Przy okazji przypominam, że już od jakiegoś czasu wiadomo, iż Hendrik Dorgathen przyjedzie w paździeniku na festiwal do Łodzi. Co bardzo mnie cieszy.

piątek, 3 lipca 2009

Depeche w Łodzi!


I to jest wiadomość dnia! Ba - tygodnia, może nawet miesiąca (choć lipiec dopiero się zaczyna i nie wiadomo, co nas jeszcze czeka). Najpierw odwołali koncert w stolicy. I tak nie planowałem na nim być, bo wybrałem Berlin, ale ze 25 tysięcy ludzi kupiło bilety i obeszło się smakiem (jak wiadomo, Gahan zaniemógł i 14 koncertów Tour Of The Universe poszło w niebyt). I oto dziś gruchnęła wieść - Depeche Mode jednak zagra w Polsce podczas tej trasy. Gdzie zagra? W Łodzi! I to dwa razy! 10 i 11 lutego 2010 roku, w nowej hali Arena Łódź - największym tego typu obiekcie w Polsce. Wiadomość o koncertach DM w Łodzi jest też o tyle ważna, bo pokazuje, że włodarze nowej hali zamierzają starać się o organizację dużych, dobrych koncertów (czy w ogóle imprez). Mam nadzieję, że pracują tam ludzie, którzy nie będą czekali na to, aż ktoś łaskawie zechce wynająć obiekt. Bo to w ich gestii leży staranie się o występy gwiazd, trzymanie ręki na pulsie i sprawdzanie, jakie zespoły planują trasy koncertowe, jakie szykują się w Europie i na świecie imprezy sportowe, widowiska etc. Życzę im (i sobie) nie tylko sprawnego zarządzania, ale i dalekowzroczności w budowaniu programu. W innym wypadku te niemal 300 mln zł, jakie kosztowała hala (na zdjęciu poniżej - fot. Tomasz Stańczak/AG), okażą się pieniędzmi zmarnowanymi. Szefowie katowickiego Spodka (o którym się dużo mówiło a propos przyszłorocznego koncertu DM) wiedzą już, że mają w Łodzi nie lada konkurencję, która (bardzo bym tego chciał) będzie rosła w siłę. Sprzedaż biletów na DM ruszyć ma podobno nawet w przyszłym tygodniu. Kto się wybiera?


A skoro jesteśmy przy Depeche Mode - jutro, czyli w sobotę 4 lipca w klubie Luka przy ul. Zgierskiej 26a, odbędzie się Party Of The Universe. Nietrudno się domyślić, za co będą wznoszone toasty.

Reklamują bloga Pik i Robi na Polterze. Bardzo miło z ich strony. To ja w takim razie odeślę do kolejnego absurdalnego filmiku z udziałem tytułowych bohaterów.

środa, 1 lipca 2009

Nazbierało się


Naszych włoskich gości, którzy przyjechali robić czwarty album City Stories, media dokładnie obfotografowały, nagrały i potraktowały kamerą. Powyżej wzmianka z Polski The Times - Dziennika Łódzkiego.


Wczoraj odbyłem służbową podróż do stolicy kraju naszego celem nie tylko odwiedzenia Komikslandii, ale także, a może przede wszystkim - spotkania się z m.in. z największym wydawcą komiksów w Polsce oraz wejścia w wysokie progi różnych Bardzo Ważnych Instytucji. Wszędzie owocnie, konkretnie i na temat. A festiwal coraz bliżej (festiwal komiksu oczywiście - wszak bloga czytają nie tylko miłośnicy historyjek z dymkami i tych niemych, więc przypominam). I tak sobie byłem w tej Warszawie, a w Łodzi podczas przygotowanego przez naszą ekipę śniadania prasowego w kawiarni Łódzkiego Domu Kultury, światło dzienne ujrzała niespodzianka, jaką przygotowaliśmy na stoisko promocyjne Łodzi (kandydata do tytułu Europejska Stolica Kultury w 2016 roku) na Open'era. Mianowicie - każdy, kto na owo stoisko przyjdzie, będzie mógł... popływać ulicą Piotrkowską. Oto bowiem do urządzeń treningowo-rekreacyjnych nazywanych "wioślarzem" czy też "wiosłem" zostały podłączone komputery ze specjalnym oprogramowaniem oraz pokaźne "plazmy". Wcześniej do komputerów został wprowadzony obraz misternie obfotografowanej i zanimowanej Pietryny. Co więcej - podłączenie wszystkich "wioseł" do jednego serwera umożliwia rywalizację pomiędzy wioślarzami. Wszystkich obecnych na Open'erze zapraszam w imieniu ekipy, która już buduje stoisko, do regat i wygrywania zaproszeń na łódzkie festiwale. Nie sposób będzie też nie zauważyć intrygująco przebranych hostess.

Tymczasem na Polterze można oglądać i komentować komiks Czajnikt na gazie, który popełniłem wspólnie z Robertem Trojanowskim na konkurs MFK w zeszłym roku (opublikował go już Ziniol jakiś czas temu).

I jeszcze odrobina muzyki. Słabość do głosu i gitary Midge'a Ure'a mam od połowy lat 80, gdy był jeszcze wokalistą Ultravox. Dopiero niedawno udało mi się zdobyć reedycję jego solowej płyty Move Me (w nowym wydaniu zatytułowanej Move Me+). Album wzbogacono o dodatkową płytę z wersjami koncertowymi wybranych piosenek z płyty (sporo w wersjach akustycznych, do których głos Ure'a pasuje teraz doskonale). Jest też trochę niepublikowanego wcześniej materiału. Cóż, Midge nie goni za tym, co w muzyce modne, lecz trzyma się swoich harmonii, brzmień i różnego poziomu (acz zawsze obecnego) nasączenia kompozycji melancholią. I za to go lubię.