niedziela, 21 listopada 2010

Muzyczne rozkosze - # 3


Dziś monotematycznie, czyli depeszowsko. Powodów ku temu nie brakuje. Przede wszystkim światło dzienne ujrzały dwa wydawnictwa dokumentujące ostatnią trasę koncertową Depeche Mode. Tour Of The Universe: Barcelona 20/21.11.09 to oficjalny zapis dwóch występów DM w stolicy Katalonii. Ukazał się w kilku formatach, ja nabyłem wersję 4-płytową, czyli dwa krążki DVD i dwa krążki audio. Podstawowa refleksja - zespołowi udało się utrzymać zasadę "nigdy nie wchodzimy dwa razy do tej samej rzeki". Tak w przypadku kolejnych płyt studyjnych, jak i obrazów koncertowych. Sposobem filmowania i montażem Barcelona nie przypomina żadnego wcześniejszego "live" DM. I za to ma dużego plusa. Podczas pierwszego oglądania przeszkadzała mi właściwie tylko jedna rzecz - mało dynamiczny montaż. Ale już mi nie przeszkadza. Znakomitym manewrem było natomiast pokazanie tego, jak wyglądają w dzisiejszych czasach koncerty, nie tylko DM, ale w zasadzie wszystkie. O tym, że żyjemy w dobie cyfrowych gadżetów, Youtube'a, Facebooka i blogów mówią świetne ujęcia publiczności, pełne wciągniętych rąk trzymających komórki i aparaty. Może to nawet taka uszczypliwość ze strony reżysera koncertu - pokazuje fanom, że zamiast bawić się na koncercie swoich idoli, zacięcie rejestrują ich występ. Pierwsza płyta DVD Barcelony to oczywiście zapis koncertu. Na drugiej znalazły się m.in. sceniczne projekcje, zapisy prób, bonus tracki, cztery teledyski promujące ostatni krążek oraz film dokumentalny, z którego można wywnioskować, że DM nie jest już tak skore do koncertowania jak kiedyś.


Gdyby... No właśnie - gdyby fani nie wnosili na koncerty komórek, aparatów i kamer, nie mielibyśmy drugiego wydawnictwa "live" z ostatniej trasy DM. Jestem pod wrażeniem tego, co zrobili polscy depeszowcy. Po pierwsze - zarejestrowali dwa koncerty DM w Łodzi! Po drugie - użyli do tego wielu kamer. Po trzecie - nagrali bardzo dobry dźwięk. Po czwarte - pewien jegomość porządnie wszystko zmontował. Po piąte - inny jegomość przygotował smakowitą oprawę graficzną. Efekt jest taki, że mam w rękach najlepszy bootleg DM, jaki w życiu widziałem. I nie ma co porównywać Barcelony z Live In Łódź. Oba wydawnictwa świetnie się uzupełniają i to w zupełności wystarcza.


Niedawno byłem na zlocie fanów DM (powyższe foto by Kriss). Porządna impreza i jestem za tym, aby klub Blue & Home gościł też kolejne łódzkie czarne uroczystości. Świetne nagłośnienie, parkietu w sam raz, ciepło. Zostałem niemal do samego końca, więc zabawa musiała być dobra. :) A tak poza tym wszystkim, to cieszą wieści, że powstaje płyta DM z remiksami, w której paluszki maczają m.in. Vince Clarke i Alan Wilder. I że Gore z Clarkiem nagrywają razem taneczne kawałki. Oj, budzą się w chłopakach sentymenciki na starość. :)

4 komentarze:

  1. Może i głupie pytanie ale czy nie dałoby się tak wysłać łódzkiego bootlega do managementu DM? Może nauczyliby się dobierać odpowiednich ludzi do odpowiedniej roboty ;)
    Ale - Barcelona jest świetna! I tak już zostanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że ludzie odpowiedzialni za bootleg już dobrze wiedzą, gdzie i komu go wysłać. :)

    OdpowiedzUsuń