W łódzkim Centrum Komiksu i Narracji Interaktywnej oglądać można ekspozycję "Produkt wystawowy", jak nietrudno się domyślić, poświęconą słynnemu magazynowi Produkt. To czwarta - po Grzegorzu Rosińskim, Tadeuszu Baranowskim i Przemysławie Truścińskim - duża wystawa w CKNI, otwarta przy okazji kolejnej edycji Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier. Kuratorem przedsięwzięcia jest Marcin Łuczak, a nadzór nad jego realizacją doskonale sprawił Rafał Kupiński.
O tym, jak duże znaczenie miał Produkt (z Michałem Śledzińskim jako redaktorem naczelnym rzecz jasna) dla historii polskiego komiksu, powiedziano i napisano już wiele. Można się też utwierdzić w słuszności tego znaczenia oglądając naszą ekspozycję. Po cóż więc ten wpis na blogu? Otóż świadomie w jednym zakresie i nie do końca świadomie w innym, przyczyniłem się do powstania wystawy (pomijając mniejsze i większe wsparcie na etapie prac przygotowawczych).
Po pierwsze, zwiedzający "Produkt wystawowy" pod koniec jego oglądania natkną się na ścianę wypełnioną dwudziestoma trzema, elegancko wyeksponowanymi egzemplarzami magazynu. Pochodzą one z mojej kolekcji, podobnie zresztą jak D-Lux i drugi numer P-Luxu, pokazane w jednej z gablot. I to jest ten świadomy mój udział w przygotowywaniu wystawy.
Po drugie, znalazłem się też na niej nie tylko jako kolekcjoner-posiadacz, ale także jako recenzent-publicysta. I o tym, że tak się właśnie stało, dowiedziałem się niedługo przed wernisażem. W części ekspozycji poświęconej percepcji Produktu, Marcin Łuczak zamieścił fragmenty recenzji wybranych numerów czasopisma. I tak się sympatycznie złożyło, że nie dość, iż można przeczytać wyimki z moich tekstów, to jak się okazało - jest ich najwięcej. Niezwykle to miłe, tym bardziej, że rzeczywiście na łamach Areny Komiks recenzowałem Produkty zachwalając ich zawartość. Co nie zmienia faktu - tu już dodam na marginesie - że polemizowałem też z niektórymi tekstami publicystycznymi. I jeszcze refleksja - jakiż to był piękny czas, gdy można było tak korespondencyjnie, na łamach drukowanych periodyków wymieniać poglądy. A nie tak jak obecnie, wdawać się w marne pyskówki pod postami w mediach społecznościowych. Ech...


















