poniedziałek, 22 marca 2021

Muzyczne rozkosze #37: Kartsy, Hedone i Gore vs pandemia


Wszechświatowa pandemia nie sprzyja. Znowu przełożyli nam koncert Frontu 242 - ten co to miał się odbyć w maju 2020, potem w lutym 2021 i jeszcze w czerwcu 2021. Tym razem na termin odleglejszy - maj 2022. Mistrzom EBM-u życzymy zdrowia, a sobie cierpliwości (i też zdrowia).

Na szczęście ukazują się nowe płyty. Tu pandemia poniekąd sprzyja, ale też nie zawsze. Ale raczej bardziej niż mniej. W ostatnim czasie ukazały się trzy płyty artystów pozostających w kręgu moich zainteresowań - każdy z nich do zawirusowanych czasów podszedł zupełnie inaczej. Hedone wykorzystał moment na powrót po latach milczenia. Martin Gore odpoczywający od Depeche Mode nagrał EP-kę instrumentalną, a Kartsy Hatakka (lider Waltari) wypuścił krążek pełen kowerów.

Maciek Werk długo kazał czekać na swoje nowe nagrania. Nie wiem, czy było to słuszne działanie, ale wydany ostatniego dnia ubiegłego roku album 2020 jest dowodem na to, że warto było czekać. Płyta Hedone została zrecenzowana po wielokroć i trudno o niej napisać coś zupełnie nowego, ale co najważniejsze to fakt, że da się o niej mówić tylko pozytywnie. Mnie najbardziej cieszy masa elektronicznych brzmień połączona z żywą perkusją i charakterystycznym głosem Maćka. Jest synth popowo, trochę industrialnie, momentami rockowo, chłodno i melancholijnie, elegancko i dostojnie. Tak, depechowo czasem też (ale to nie zarzut, a wręcz przeciwnie). Myślałem, że uda mi się wybrać ulubiony kawałek, ale ten krążek jest tak równy, że odpuściłem. Do tej płyty chce się wracać, choć nie najlepiej na niej z optymizmem. Wiemy jednak, w jakim powstała czasie, a to nie jest dobry czas dla ludzkości.

Napomknąłem o pierwiastkach depeszyzmu w muzyce, skierujmy więc uszy ku drugiej z płyt - The Third Chimpanzee. Martin Gore od czasu do czasu miewa przestoje twórcze. Jak sam przyznaje w ostatnich wywiadach - pandemia spowodowała u niego niemożność pisania tekstów. Być może tytuł EP-ki oddaje tę niemoc - wszak Trzeciego szympansa jak najbardziej można odnieść do zakrywającej usta Iwazaru. Płyta to raptem pięć instrumentalnych utworów, niestrawnych dla większości ortodoksyjnych depeszowców, dla których jedyną akceptowalną wizją solowych dokonań Gore'a jest kontynuacja pierwszej EP-ki z 1989. Tymczasem Martin, podobnie jak przez całą swoją karierę, tak i tym razem wie lepiej niż fani, co mu w duszy gra i jak chce to wyrazić. Muzyka na The Third Chimpanzee brzmi złowrogo, niepokojąco i mrocznie. Próżno szukać tam różowych okularów i pastelowych barw. Znajdujemy za to chropowatość, zgrzyty i przestery. No i pięknie Martin bawi się dźwiękami i brzmieniami. Jak go za to nie kochać? Nie słuchajcie tej płyty, zostawcie ją mnie - spokojnie i z wielką przyjemnością sobie z nią radzę. Choć czuję ogromny niedosyt, że to tylko pięć utworów.

Kartsy Hatakka (tu jako Kartsy4Sale) był na tyle przewidujący, że już w 2018 roku podczas jednodniowej sesji nagrał siedemnaście utworów, które wylądowały na wydanej w lutym tego roku płycie Covers Himself And Others. W 2020 roku - podczas lockdownu - dograł dwa dodatkowe kowery i zmiksował cały materiał. Czego tam nie ma! W kolejności pojawiania się: Bomfunk Mc's, Red Hot Chili Peppers, Paramore, Nirvana, Prince, U2, Linkin Park, System Of A Down, Depeche Mode, Blur, David Bowie i Led Zeppelin. A między nimi powplatane kawałki Waltari i jeden solowy Kartsy'ego. Od razu ostrzegam - album tylko dla osób o mocnych nerwach i zdystansowanych do swoich ulubionych zespołów. Wszak nie należy i nie wypada oczekiwać od lidera Waltari poważnego podejścia do tematu. Jest mocno akustycznie, z elektronicznymi dodatkami i grającym na perkusji panu o imieniu Sale. We dwóch to zrobili. Mimo kompozycyjnej różnorodności płyta jest stylistycznie spójna i miło się jej słucha.

Tak oto prezentują się trzy bardzo różne muzyczne recepty na pandemiczny czas. Mnie lekarstwa z tych recept służą doskonale.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza