środa, 14 grudnia 2016

City Stories #11


Tegoroczna antologia z serii City Stories była wyjątkowa. Nie dlatego, że wziąłem w niej udział jako scenarzysta (aczkolwiek było to miłe, że zostałem zaproszony), lecz dlatego, że po raz pierwszy projekt realizowany był za granicą, a jego efektem nie były komiksy o Łodzi. Owszem - miała już miejsce specjalna edycja CS w 2010 roku z okazji rocznicy grunwaldzkiej i wtedy też, siłą rzeczy, w antologii nie pojawił się żaden pierwiastek łódzki. Tym razem jednak nasi krajowi scenarzyści i rysownicy pojechali do Rosji, żeby wspólnie z miejscowymi artystami stworzyć obrazkowe opowieści o... Petersburgu.


Piękne rosyjskie miasto przywitało nas w połowie kwietnia opadem śniegu. Podczas kilkudniowego pobytu pogoda mocno się zmieniała, co nie miało absolutnie żadnego wpływu na znakomitą współpracę z ekipą rosyjską, w skład której weszli Julia Nikitina, Olga Ławrientjewa, Masza Bogatowa i Timofiej Mokijenko. Natomiast biało-czerwoni wystąpili w zestawieniu: Barbara Okrasa, Grzegorz Pawlak, Paweł Timofiejuk, Marek Skotarski (zrobił okładki, a także portrety wszystkich uczestników) oraz - jak już wspominałem - Piotr Kasiński. Organizacyjnie wspierał nas na miejscu Dmitrij Jakowlew, a polską ekipę uzupełnili Ewa Stępień, Kasia Tośta i Adam Radoń. Wizytę w Petersburgu mieliśmy bardzo intensywną - właściwie każdego dnia od rana do wieczora, wiedzeni przez znakomitych przewodników, poznawaliśmy najprzeróżniejsze oblicza dawnego Piotrogrodu czy też Leningradu.


Odbyliśmy sporo roboczych rozmów, powstały koncepcje scenariuszy, do zilustrowania których zgłosili się chętni rysownicy. Mnie do napisania kilkuplanszowej historii dla Julii, zainspirowała wizyta w pełnej osobliwości Kunstkamerze. Natomiast dla Maszy wymyśliłem dwie żartobliwe jednoplanszówki, których bohaterami są przede wszystkim konie i gołąb.



Album City Stories #11 z podtytułem Kadry i ramki – rosyjsko-polskie konfrontacje komiksowe, ukazał się w połowie września i premierę miał na petersburskim festiwalu Bumfest. Z rosyjską publicznością spotkali się Basia, Grzegorz i Paweł. Natomiast kilkanaście dni później 4-osobowa ekipa z Rosji przyjechała do Łodzi na polską premierę CS #11, która znalazła się w programie 27. Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier.



Fot. Dariusz Kulesza, Jarek Obważanek, Ewa Stępień, Piotr Kasiński

środa, 7 grudnia 2016

Niech Żyje Komiks!



Po raz drugi zrobiłem w tym roku gazetkę eMeFKa News (dla niewtajemniczonych - czterostronicowy, kserowany, nieregularny Łódzki Informator Komiksowy). W środku, oprócz moich krótkich tekstów, także rysunki Kwiatkowskiego, Trojanowskiego, Pałki i Radonia. eMeFKę wydaję zazwyczaj przy okazji komiksowych imprez i właśnie tego rodzaju wydarzenie było przyczynkiem do powielenia gazetki i przewiezienia jej do Warszawy.


Oto bowiem na początku grudnia, w stolicy, odbyła się pierwsza (i mam nadzieję - nie ostatnia) edycja imprezy pod nazwą Niech Żyje Komiks! Państwowym Muzeum Etnograficznym zawładnęli miłośnicy historii obrazkowych - zarówno autorzy, wydawcy oraz znawcy, jak i spragniona wrażeń publiczność. Pojawiliśmy się na NŻK! z festiwalowym stoiskiem. Przeprowadziliśmy też szereg rozmów, poruszając bardzo ważne tematy związane z naszymi przyszłorocznymi działaniami, oczywiście komiksowymi. Co tu dużo kryć - będzie się działo, jeśli wszystkie pomysły wypalą.


A jak impreza? Mam właściwie same pozytywne odczucia. Organizatorom i wydawcom udało się ściągnąć atrakcyjny zestaw autorów (m.in. Tony'ego Sandovala, KRL-a, Śledzia, Edwarda Lutczyna, Adama Wajraka, Tomasza Samojlika, Berenikę Kołomycką czy Piotra Nowackiego). W sali ze stoiskami pojawiła się spora część krajowych wydawców (m.in. Egmont, Kultura Gniewu, Timof Comics, Wydawnictwo Komiksowe, Kurc, ATY czy Bazgrolle) oraz liczna grupa twórców zinowych. Nie zabrakło warsztatów, autografów, a nawet seansów filmowych. Całość przeprowadzona została bardzo sprawnie, za co należą się podziękowania ekipie organizatorów związanych z magazynem Zwykłe Życie. Byłoby wskazane, abyśmy w grudniu 2017 roku znowu spotkali się na NŻK!

piątek, 4 listopada 2016

Łódź. Miejskie historie


W ostatni weekend byłem na Targach Książki w Krakowie. W programie towarzyszącego targom Salonu Komiksu, znalazło się spotkanie pod hasłem Łódź. Miejskie historie. Na owym spotkaniu, ku mej uciesze - licznie zgromadzonej publiczności, opowiedziałem o antologii komiksów, których bohaterami są mniej lub bardziej znane postaci związane z Łodzią.


W zbiorze zatytułowanym, a jakże - Łódź. Miejskie historie, znajduje się jedenaście krótkich opowieści. Scenariusze do nich napisał nieoceniony Robert Popielecki, a w gromadzeniu niezbędnej dokumentacji wsparli go Kasia Tośta i Maciek Cholewiński. Rysowanie komiksów powierzyliśmy trzem niezwykle zdolnym twórcom - Michałowi Arkusińskiemu (zrobił też okładkę), Tomkowi Tomaszewskimu i Maćkowi Pałce. Dzięki temu, że posługują się bardzo różnymi stylami rysowania, otrzymaliśmy naprawdę ciekawe zestawienie mocno zróżnicowanych graficznie komiksów. Rysunki są czarno-białe, tylko w jednej historii pojawia się odrobina koloru niebieskiego. Całość do druku przygotowała Agnieszka Świętek.

Robert Popielecki i Tomek Tomaszewski na otwarciu wystawy podczas
27. MFKiG, fot. Dariusz Kulesza
Choć komiksów jest w antologii jedenaście, opowiadają one o dwunastu osobach. Bohaterami jednej z opowieści są bowiem słynni łódzcy artyści - Katarzyna Kobro i Władysław Strzemiński. Pozostałych dziesięć komiksów przypomina postaci: Hilarego Majewskiego - architekta, który zaprojektował dla Łodzi ponad 500 budynków; Maurycego Poznańskiego - założyciela największego koncernu prasowego międzywojennej Polski; Eugeniusza Bodo - aktora; Akiby Rubinsteina - światowej sławy szachisty; Aryego Sternfelda - nazywanego "ojcem podróży kosmicznych"; Stefana Skrzywana - człowieka, który skanalizował Łódź; Karola Hillera - awangardowego artysty; Artura Rubinsteina - pianisty, patrioty, ale też miłośnika cygar oraz kobiet; Włodzimierza Smolarka - piłkarza; Krzysztofa Skiby - performera, artysty, działacza Pomarańczowej Alternatywy. Dość zróżnicowane towarzystwo, nieprawdaż? Dodam tylko, że udało się je zebrać w jednym, drukowanym miejscu dzięki dotacji z ministerstwa kultury.

Robert Popielecki, Michał Arkusiński i Tomek Tomaszewski
w czasie spotkania podczas 27. MFKiG, fot. Jarek Obważanek

wtorek, 25 października 2016

Muzyczne rozkosze #26: Yello - Toy

Aż siedem lat trzeba było czekać na nowy album Yello. Cierpliwość się opłaciła! Poza tym, tak naprawdę, co jakiś czas dostawaliśmy do rąk miłe prezenty z obozu Szwajcarów. A to solową płytę Meiera, a to wypasiony box z muzyką Blanka, czy też kompilację Yello by Yello. Ale co nowa zabawka, to nowa zabawka.


Zanim zaczniemy rozpływać się nad kompozycjami i brzmieniem trzynastej, studyjnej płyty duetu, warto przejrzeć zamieszczone na niej utwory pod kątem ich nowości. Okazuje się bowiem, że Dialectical Kid pojawiło się premierowo na wspomnianej wyżej składance Yello by Yello. Electrified II to nowa wersja Electrified zamieszczonego na solowej płycie Blanka. Lost in Motion to rozwinięcie kawałka Big City Grill pochodzącego z tego samego, autorskiego albumu Borisa. Na upartego w Cold Flame też można byłoby doszukiwać się podobieństw do czegoś wcześniej słyszanego. Niewątpliwym plusem w tym wszystkim jest fakt, że nowe wersje mają świeże, rozbudowane aranżacje, dołożone wokale i apetyczne dźwięki. Nie można więc ich traktować jako typowych wypełniaczy. Ja przynajmniej tak ich traktować nie zamierzam.

Kupując Toy oczywiście lepiej zaopatrzyć się w wersję limited deluxe edition, w której na krążku dostajemy trzy dodatkowe utwory (co w sumie daje ich siedemnaście), a zamiast standardowego plastikowego opakowania - 36-stronicową książeczkę w twardej oprawie w formacie pudełka DVD. Warto! Tym bardziej warto, że Yello znowu raczy nas świetnymi kompozycjami i rewelacyjnym brzmieniem - czystym, elektronicznym, tu i ówdzie wzbogaconym gitarą. Przeważają utwory w mniej i bardziej żwawych tempach, świetnie nadające się do tańca, co - patrząc na wiek Szwajcarów - wcale nie musiało być takie oczywiste. Nie brakuje klubowych bitów, odwołań do latynoskich rytmów i efektownych, soczystych, syntetycznych dźwięków. Panowie ponownie zaprosili do współpracy panie - Malię znaną już z nagrań Blanka (ale i Yello też) oraz Fifi Rong. Z opisu płyty wynika, że zaśpiewały po dwa utwory, ale kobiecych głosów nie brakuje i w innych kompozycjach. Wśród siedemnastu kawałków pięć to intrygujące instrumentale (trzy z nich są owymi bonusami dołożonymi do limitowanej wersji płyty).

Bez wątpienia Yello nadal nie schodzi z wysokiego, muzycznego poziomu, bo słuchanie Toy to prawdziwa muzyczna rozkosz. Co więcej - Yello wchodzi na jeszcze wyższy poziom - tak naprawdę po raz pierwszy w historii Blank i Meier postanowili bowiem wystąpić na żywo i za kilka dni, jeszcze w październiku, dadzą cztery koncerty w Berlinie. Bilety na te muzyczne uczty rozeszły się w dwa dni.

niedziela, 23 października 2016

Młodzieżowa Akademia Komiksowa

Tyle w tym roku się działo, że dopiero teraz znajduję powoli czas na opisanie chociaż kilku moich najważniejszych, głównie komiksowych, aktywności. Zacznę od przedsięwzięcia pod nazwą Młodzieżowa Akademia Komiksowa, do realizacji którego dołożyłem swoje trzy grosze. Zaczęło się od złożonego w ubiegłym roku wniosku o dofinansowanie - nasza propozycja spotkała się z przychylnością ministerstwa kultury i dzięki dotacji mogliśmy nasz pomysł wcielić w życie.


Pierwszym krokiem na drodze wdrażania było przygotowanie zeszytu, zawierającego ćwiczenia wprowadzające do podstaw języka komiksu. Opracowałem merytorycznie 32-stronicową broszurę w formacie A4, a moje opisy znakomicie przełożył na warstwę graficzną Robert Robi Trojanowski. W zeszycie znajdują się zarówno plansze z podstawową wiedzą o komiksie, proste rysunkowe zabawy, jak i zadania polegające na tworzeniu bohatera komiksowego czy kilkukadrowej historyjki.


Od maja do października w różnych miejscach województwa łódzkiego (m.in. w Kobielach Wielkich, Zapolicach czy Łodzi) przeprowadziliśmy z Robertem - przy wsparciu Katarzyny i Ewy z naszej komiksowej ekipy - serię warsztatów, na których korzystaliśmy z ładnie wydrukowanych zeszytów ćwiczeń. Było to znakomite doświadczenie, ogromna przyjemność w przekazywaniu wiedzy, ale i świetna, komiksowa zabawa z młodymi ludźmi.

sobota, 20 lutego 2016

Złote Kurczaki 2015

Przyjemną odmianą jest uczestniczenie w imprezie komiksowej, której się nie organizuje. Taką właśnie przyjemnością był wyjazd do Wrocławia na Złote Kurczaki 2015 - trzecią edycję festiwalu poświęconego komiksowi alternatywnemu / undegroundowemu / niezależnemu (wybór tego najwłaściwszego określenia pozostawiam Państwu), która odbyła się 13 lutego w gościnnych progach baru Barbara - infopunktu Europejskiej Stolicy Kultury, jaką w 2016 roku jest stolica Dolnego Śląska.

Przygodę z tegorocznymi Złotymi Kurczakami zacząłem sporo dni przed wizytą we Wrocławiu. Organizatorzy zaprosili mnie bowiem do jury, które miało wyłonić (i wyłoniło oczywiście) laureatów plebiscytu towarzyszącego imprezie. To była prawdziwa przyjemność znaleźć się w tak zacnym gronie - nominowanych do nagród Złotego Kurczaka oceniałem wspólnie z Joanną Karpowicz, Mateuszem Skutnikiem, Filipem Myszkowskim oraz Krzysztofem Owedykiem. Wybranie zwycięzców nie było proste, ale mogę się pochwalić, że na pięć kategorii, moje typy pierwszych miejsc pokryły się z ostatecznymi wynikami aż w czterech przypadkach. Gratuluję wszystkim laureatom - statuetki Złotego Kurczaka za rok 2015 zdobyli: ekipa zina Biceps, Edyta Bystroń (w dwóch konkurencjach), Bartek Sztybor i Piotr Nowacki oraz Krzysztof Hain.

Gala wręczenia nagród, fot. JoKa.
 A jak sama impreza? Przyznam, że zmiana lokalizacji okazała się korzystną. Kumulacja wszystkich festiwalowych aktywności na jednej powierzchni była dobrym posunięciem. Bez problemu można było, chodząc między giełdowymi stolikami czy oglądając plansze na wystawie, słuchać tego, co mają do powiedzenia zaproszeni goście. Oczywiście nic nie stało na przeszkodzie, aby spotkania z autorami oglądać siedząc na widowni. Było to zresztą najkorzystniejsze rozwiązanie, bo prezentacje na ekranie warte były oglądania. Największą publiczność bez wątpienia przyciągnął Jakub Dębski. Bardzo fajnie wyglądał pokaz kolorowania ilustracji w photoshopie, przygotowany przez Sebastiana Skrobola. Z zaciekawieniem wysłuchałem też tego, co mieli do powiedzenia Łukasz Kowalczuk, Krzysztof Owedyk oraz opowiadający o architekturze w komiksie Andrzej Jarczewski. Świetnie bawiłem się na gali wręczenia nagród, na afterze oraz na tradycyjnym niedzielnym śniadaniu, na które dotarła spora grupa uczestników imprezy. Podsumowując - trzecią edycję Złotych Kurczaków jak najbardziej można zaliczyć do wydarzeń udanych i, co najważniejsze - niezbędnych na komiksowej mapie Polski.

Wspomnę jeszcze, że do Wrocławia pojechałem z całą ekipą Łódzkiego Centrum Komiksu. Na stoisku mieliśmy przede wszystkim zina Twarde S(z)utki oraz przygotowany specjalnie na Złote Kurczaki nowy numer gazetki eMeFKa News. Ładnie rozchodziła się też publikacja Tajemnice Łódzkiego, czyli Pik i Robi na tropie myślenia projektowego.

Stoisko ŁCK, fot. Gildia.pl
Wspomnę także, że w piątek 12 lutego miała miejsce kolejna edycja Komiksofonu, którego bohaterami byli Marcin Rustecki i Przemek Truściński. Warto było przyjechać do Wrocławia dzień przed Kurczakami i posłuchać obu panów.

Na koniec dodam, iż z Wrocławia przywiozłem trochę publikacji - zarówno zaległych, jak i tych zupełnie nowych. I nie będę chyba odosobniony pisząc, że Bresslau Triangle od Bazgrolli - jak to mówią - rozwalił system.

sobota, 6 lutego 2016

Twarde S(z)utki - łódzki zin komiksowy


Dwadzieścia trzy strony komiksów plus pierwsza strona okładkowa, format A5, druk czarno-biały - tak prezentuje się nowy łódzki zin. Powołałem go do życia dość spontanicznie, zadając sobie to samo pytanie co zwykle, gdy wpadnę na fajny pomysł - a dlaczegóż by nie? I od razu wyjaśnienie dla tych, którzy nie posługują się jezykiem naszych wschodnich sąsiadów - szutka w języku rosyjskim oznacza żart.


Powyższa fotografia została wykonana na przedpremierowym spotkaniu autorów, których komiksy pojawiły się w Twardych S(z)utkach. Stoją od lewej: Stempel, Kozi, Scatebra (zrobiła też skład i przygotowała zina do druku - jeszcze raz dziękuję!), Toster, Popiel, Pik aka Waltari, Kwiatek. Zasiada: Mamut. Na zdjęciu zabrakło niestety Te-Te i Arkusza oraz krakowskiego desantu w postaci Robiego. Przedpremiera dokonała się 4 lutego w Łódzkim Centrum Komiksu, zaś oficjalnie zin ukaże się 13 lutego na wrocławskich Złotych Kurczakach.


Maila, zapraszającego do zabawy w zina, rozesłałem w początkach grudnia. Makietę zrobiłem miesiąc później, wiedząc już prawie wszystko na temat tego, jakie i od kogo będę miał komiksy. Mam nadzieję, że twórcy, którzy nie odpowiedzieli na zaproszenie oraz ci, którzy tym razem nie dali rady z powodu nadmiaru pracy, w kolejnej edycji (a już taką planuję), wezmą udział. Ciekawostką jest fakt, że na łamach S(z)utek znlazły się komiksy całej ekipy biura ŁCK.


O zrobienie okładki poprosiłem Robiego. Na zdjęciu, z lewej strony moja wizja okładki, z prawej - efekt końcowy, ale w wersji alternatywnej, różniącej się od tej puszczonej do druku kolorem winiety. Twarde S(z)utki mają 150 (numerowanych z ręki) egzemplarzy nakładu. Miłej lektury!